Licznik odwiedzin

poniedziałek, 21 listopada 2022

ADWENT - rozpoczynamy nowy rok liturgiczny


 W najbliższą niedzielę rozpoczynamy nowy rok liturgiczny, a wraz z nim okres ADWENTU.

Adwent (łac. advenio - przychodzić) w Kościele katolickim jest to czas na duchowe przygotowanie do powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa.

Okres Adwentu powinniśmy poświęcić na duchowe przygotowanie się do grudniowych uroczystości i radosne oczekiwanie na narodziny Jezusa.

W trakcie Adwentu w naszych kościołach odprawiane są Msze święte zwane roratami. Odbywają się one o świcie i poświęcone są Matce Boskiej, na pamiątkę zwiastowania archanioła Gabriela, który przyniósł jej nowinę, że zostanie Matką Syna Bożego. Roraty to jednak nie jedyne tradycje związane z Adwentem. Z okazji tego wyjątkowego momentu w roku przygotowuje się również specjalne wieńce adwentowe. Najczęściej są one wykonane w formie okręgu, z gałązek jakiegoś drzewa iglastego – nawiązują więc do tradycyjnej choinki. W wieńcu umieszcza się cztery świece, które symbolizują cztery niedziele Adwentu. Co tydzień, w niedzielę, zapala się kolejną. Pierwsza to Świeca Nadziei, druga – Świeca Pokoju, trzecia – Świeca Radości, a czwarta to Świeca Miłości. Wyjątkową symbolikę mają również poszczególne części wieńca. Zieleń gałązek symbolizuje życie oraz nadzieję. Świece mają nawiązywać oczywiście do wiecznej Światłości, forma wieńca, czyli okrąg oznaczają nieustający, powtarzający się cykl życia.

Innym ważnym symbolem Adwentu jest lampion, z którym wierni przychodzą o świcie na roraty. Wewnątrz umieszcza się zazwyczaj świecę lub żarówkę na baterię. Lampiony oświetlają wnętrze kościoła w początkowej fazie nabożeństwa, kiedy to światła pozostają przygaszone. Tradycja ta nawiązuje do przypowieści o pannach roztropnych, które pamiętały o tym, aby z zapalonym światłem oczekiwać nadejścia Oblubieńca.

sobota, 4 czerwca 2022

Zesłanie Ducha Świętego

Pięćdziesiąt dni po Zmartwychwstaniu Pańskim na zebranych w
wieczerniku apostołów zstąpił Duch Święty. Dokładnie tak, jak zapowiedział to Pan Jezus tuż przed Wniebowstąpieniem. Przypominamy siedem rzeczy, o których musi pamiętać katolik, gdy myśli o tym szczególnym wydarzeniu.

1.Dlaczego „Pięćdziesiątnica”?

Święto Ducha Świętego obchodzimy pięćdziesiątego dnia po Zmartwychwstaniu Pańskim. W języku liturgicznym święto Zesłania Ducha Świętego nazywa się z tego powodu "Pięćdziesiątnicą".

Grecy mieli na to własne słowo – Pentecostes, czyli pięćdziesiątka. Łacina przejęła to słowo, używając „Pentecoste”.  Pozostaje to nie bez znaczenia dla współczesnych katolików – cały anglosaski świat obchodzi bowiem święto zwane w tym języku Pentecost, choć po angielsku oczywiście nie oznacza to tego samego, co „pięćdziesiąt”. Włosi obchodzą zaś święto Pentecoste – nie zmienili łacińskiego pierwowzoru. My mamy „Pięćdziesiątnicę”.

2. Skąd wzięła się alternatywna nazwa „Zielone świątki”?

Pięćdziesiątnica przypada w Polsce w okresie najpiękniejszego, najbujniejszego rozkwitu przyrody – święto to obchodzimy bowiem zwykle na przełomie maja i czerwca. Różne regiony Polski dopracowały się nieco odmiennego obyczaju zielonoświątkowego, ale wszystkie łączyło uwypuklenie radości z długo oczekiwanego, „zielonego” okresu w roku. Wieńce w ten dzień zdobiły głowy dziewcząt, ludność wiejska w święto to urządzała też liczne zabawy, oczywiście na zielonym łonie przyrody.

W zależności od regionu Polski „Zielone Świątki” nazywane były dawniej również Sobótkami (południowa Polska) lub Palinockami (Podlasie). Co ciekawe, tradycja Zielonych Świątek przetrwała również w Dolnej Saksonii (Pfingstbaumpflanzen) oraz na zachodniej Ukrainie.

        3. To jedna z trzech najważniejszych uroczystości w Roku Liturgicznym!

Trzy największe uroczystości roku kościelnego są poświęcone trzem Osobom Trójcy Przenajświętszej: Boże Narodzenie jest świętem Boga Ojca, bo świętem Ojcostwa Bożego – Ojciec Przedwieczny zsyła Syna swego Jednorodzonego na ziemię, by grzeszną ludzkość odkupił. Wielkanoc jest świętem Boga Syna, który po męce i śmierci krzyżowej uwieńczył dzieło Odkupienia chwalebnym Zmartwychwstaniem.

Zielone Świątki wreszcie są świętem trzeciej Osoby boskiej, Ducha Świętego, którego Ojciec i Syn zsyłają na świat, aby to, co Ojciec stworzył, a Syn odkupił, zostało utwierdzone i poświęcone przez Niego.

        4. Przed wojną traktowano Święto Ducha Świętego

jak Boże Narodzenie i Wielkanoc

Przed wojną Zielone Świątki - podobnie jak Boże Narodzenie i Wielkanoc - były świętami dwudniowymi. Drugi dzień (jako dzień wolny) usunęli komuniści. Po 1989 r. nie było woli, by do dobrych tradycji powrócić.

Reforma liturgii po Soborze Watykańskim II sprawiała natomiast, że z kalendarza kościelnego zniknęła oktawa Zesłania Ducha Świętego. Dziś zawsze obchodzimy Pięćdziesiątnicę de facto 49 dni po Zmartwychwstaniu – jest to bowiem święto niedzielne - Niedziela Zesłania Ducha Świętego.

        5. Jak Pismo Święte przedstawia Zesłanie Ducha Świętego?

Dla przypomnienia, w Dziejach Apostolskich czytamy: „I stał się z prędka z nieba szum, jakoby przypadającego wiatru gwałtownego, i napełnił wszystek dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im rozdzielone języki jakoby ognia, i usiadł na każdym z nich z osobna: i napełnieni są wszyscy Duchem Świętym i poczęli mówić rozmaitymi językami, jako im Duch Święty wymawiać dawał” (Dzieje Ap., II, 2-4).

Ludzie zgromadzeni przed wieczernikiem uważali początkowo, że apostołowie upoili się winem! Wyszedł do nich święty Piotr i ogłosił im Jezusa Chrystusa. Mowa ta, nawróciła naraz trzy tysiące ludzi! „Pokutę czyńcie, a niech ochrzczony będzie każdy z was w Imię Jezusa Chrystusa... a weźmiecie dar Ducha Świętego” – rzekł do nich.

        6. Tego dnia narodził się Kościół

Według wielu pisarzy katolickich Pięćdziesiątnica jest niczym innym jak dniem narodzin Kościoła. Wspomniane trzy tysiące nawróconych rozmnożyły się z zadziwiającą prędkością. Nie musiało minąć pięćdziesiąt lat od dnia pięćdziesiątnicy, by w każdym zakątku znanego wówczas człowiekowi świata, usłyszano święte imię Jezusa Chrystusa.

Święty Jan Paweł II pisał, że choć Kościół narodził się na krzyżu w Wielki Piątek, trwał w ukryciu. Swoje narodziny postanowił ujawnić światu właśnie pięćdziesiąt dni później. Tego dnia – po ludzku – narodził się dla całego świata.

        7. Niech zstąpi Duch Twój – wołanie w wigilię Zesłania

Wielu katolików doskonale pamięta słowa Jana Pawła II z jego pierwszej pielgrzymki do ojczyzny, wypowiedziane w Warszawie. Papież wołał wówczas: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi! Telewizje i portale internetowe pokazywały nam ten moment tysiące razy, potrafimy nawet zaintonować go, tak jak Ojciec Święty. Ale czy pamiętamy, że słowa te – które z pewnością znacznie przyczyniły się do zmiany polskiej rzeczywistości - wypowiedziane były w wigilię Pięćdziesiątnicy właśnie? Tuż przed tymi słowami Jan Paweł II mówił: I wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja: Jan Paweł II papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi:

Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi! Amen.


poniedziałek, 7 marca 2022

10 rad jak przeżyć Wielki Post

Jak dobrze przeżyć Wielki Post? Trzeba wyjść na pustynię. W internecie znajdziemy mnóstwo grafik i filmów przedstawiających sielską, piaszczystą krainę. Zapomnij o tym. To nie będzie przyjemne. Czeka Cię susza, ostre kamienie, głód i pokusy. Ale warto. Tylko tak zbliżysz się do Boga i ludzi. Musi boleć. Kilka wskazówek dla Ciebie zanim wyruszysz.

1. Nie reaguj od razu.

Rozpoczyna się Wielki Post. Masz w sobie mobilizację i wiele dobrych chęci. Chciałbyś zacząć od pierwszego dnia. W końcu na co czekać?

A właśnie poczekaj.

Siostry Dominikanki mają piękną maksymę: “Nie reaguj od razu”. PRZEmyśl, PRZEmódl i PRZEgadaj z przyjacielem albo duchownym.

Nie uciekaj od ważnych pytań. Czego teraz pragniesz? Co chciałbyś osiągnąć? Jak chciałbyś przeżyć ten Wielki Post? Jaki Wielki Post w Twoim życiu najlepiej wspominasz? Co się wtedy działo?

Zapisz to.

 2. Sprawdź, co Bóg ma Ci do powiedzenia.

Często pochopnie podejmujemy wzniosłe postanowienia. A co na to Pan Bóg? Czy zapytałeś Go wcześniej, do czego Cię zaprasza? A może chcesz tylko, by pobłogosławił gotowy projekt “Wielki Post 2022”, który misternie sobie ułożyłeś?

Pierwsze przykazanie u Żydów brzmiało “Słuchaj…”.

Znajdź u progu Wielkiego Postu przynajmniej pół godziny.

Usiądź z kartką i długopisem

Otwórz Pismo Święte i przeczytaj te fragmenty:

Wyobraź sobie opisane sceny. Co cię w nich porusza?

Zapisz to. 

3.  Rezygnuj, odpuszczaj, zostawiaj..

Jeśli chcesz przeżyć Wielki Post poprawnie, nie musisz robić nic szczególnego. Wystarczy, że raz się wyspowiadasz i będziesz zachowywać piątkowy post. Nic więcej. Do Ciebie jednak należy decyzja, czy chcesz po prostu żyć poprawnie, czy może głęboko i owocnie. Kościół zachęca do postu, a więc rezygnacji z czegoś.

Wróć do kartki papieru.

Pomyśl o swoim życiu. Wypisz wszystko to, z czego całkowicie (przez 40 dni) lub częściowo (w niektóre dni, w pewnym stopniu) mógłbyś zrezygnować. Chodzi tu tylko o zrobienie sobie takiej “burzy mózgu”.

Lista może zawierać takie rzeczy jak np:

Zwrócić uwagę, że na liście nie ma rzeczy z natury złych.

Zrób swoją listę. Niech będzie jak najdłuższa.

Chodzi przede wszystkim o pewne nawyki, które wypełniają Twoją codzienność.

Chodzi o czynności, o których mówisz czasem: “To jest silniejsze ode mnie”.

Na szczęście nie walczysz sam.

Czy lista już gotowa?

Wielki Post nie jest kursem rozwoju osobistego. Szczerze odradzam próby poradzenia sobie ze wszystkimi sprawami, które wypisałeś. Na pewno polegniesz.

Wybierz jedną, maksymalnie dwie rzeczy.

Przepisz je albo pokoloruj.

Bądź konkretny. Mówiąc “Ograniczę…”, “Będę mniej…” skazujesz się na porażkę.

Porozmawiaj o tym, co wybrałeś z Bogiem. Jak chciałbyś to osiągnąć? Jak szatan kusi cię do tych nawykowych zachowań? 

4. Rezygnuj, odpuszczaj, zostawiaj. MĄDRZE

Jak dokonać tego wyboru?

Zdecyduj się na wyrzeczenie, które będzie Cię kosztowało, które zaboli, które odczujesz. Oczywiście, wiedząc, że nie jesteś przywiązany do portali społecznościowych mógłbyś zechcieć zrezygnować z Facebooka. Potem czułbyś satysfakcję i zadowolenie. Oto zrealizowałem postanowienie. Jestem kimś.

Jesteś wtedy bogaczem wrzucającym swoje zbędne grosze do skarbony (por. Mt 12, 41-44)

Nie podejmujesz ascezy po to, by dobrze się poczuć,

…a nawet nie do końca po to, żeby się “poprawić”. Na katechezie żartuje się czasem, że “poprawić się” można jedząc w święta dużo smakołyków, bo jesteśmy wtedy bardziej pulchni

A tutaj chodzi o MIŁOŚĆ.

Piękne, ogólne sformułowanie. A teraz konkrety.

Czy doświadczyłeś kiedyś jak cierpi najbliższa Ci osoba?

Nie wiedziałeś jak jej pomóc, ale chciałeś wczuć się w jej sytuację, towarzyszyć jej i rozumieć.

Jeśli kocham Jezusa, albo choć trochę próbuję Go kochać, to pragnę także głęboko i na serio być z Nim w drodze na Kalwarię i nieść Jego krzyż.

Każde wyrzeczenie, które boli, to mały kawałek krzyża, który niesiesz z Chrystusem. 

5. Podejmij pokutę. To niemodne, ale zbawienne.

Pokuta. Niemodne słowo. Kojarzy się archaicznie.

Nawet w Kościele coraz rzadziej wybrzmiewa.

Nie wspomnę już o słowie “przebłaganie”. Kiedy ostatnio go użyłeś?

Nie chodzi jedynie o pokutę po spowiedzi.

Krzywdząc ludzi i zaniedbując dobro sprawiasz, że także im łatwiej przychodzi zło.

To zło jest trochę jak koronawirus.

Nie masz pojęcia jak bardzo możesz go rozprzestrzenić.

Pierwszy krok to spowiedź. Nie odkładaj. Wyznacz sobie dzień. Sprawdź wcześniej w jakich godzinach – najlepiej poza Mszą Świętą – możesz w kościele przyjąć sakrament pokuty.

Potem będą kolejki. A ty chcesz przecież głęboko i owocnie, a nie tylko poprawnie. Wracamy do wyrzeczeń. Nie podejmuj ich po to, by się dowartościować. Będzie Ci łatwiej wytrwać jeśli ofiarujesz je na przebłaganie za Twoje grzechy albo grzechy tych, których kochasz, również popełnione w stosunku do Ciebie.

Mojżesz spędził wiele dni z Bogiem na Synaju. W tym czasie niecierpliwy lud zaczął czcić innych bogów. Gdy Mojżesz dowiedział się o tym, nie załamał rąk. Zaczął pościć. Koniecznie przeczytaj tę krótką historię (por. Pwt 9, 12-19).

Stać Cię na to.

Możesz w tej intencji podjąć wyrzeczenie lub np. pójść na Ekstremalną Drogę Krzyżową.

6. Zadbaj o ciszę.

Bóg mówi do Ciebie codziennie. Mówi, a nie krzyczy.

My natomiast niejednokrotnie otaczamy się bodźcami, muzyką, mediami.

One bywają jak świątynni przekupnie, którzy zagłuszają prawdziwy głos Tego, którego przecież chcemy usłyszeć.

Wygospodaruj – jeśli to możliwe – stały czas w ciągu dnia – godzinę lub dwie – na “przestrzeń ciszy”.

Nie chodzi o bezwzględne milczenie. Przestaw telefon w tryb samolotowy lub choćby wyłącz dźwięk powiadomień z Facebooka. Zwolnij. Jedz wtedy wolniej, myśl wolniej….

7. Post zrobił miejsce. Zapełnij je modlitwą.

Cisza to nie pustka.

Wielki Post zaprasza nas, byśmy odsunęli od siebie sprawy, które nie są niezbędne, aby zrobić więcej miejsca Bogu i drugiemu człowiekowi.

Poznański egzorcysta, ks. Leonard Poloch często powtarza, że jeśli będą momenty w ciągu dnia, kiedy my niczym szczególnym się nie zajmiemy, wówczas zajmie nas demon (por. Łk 11,24-26).

Joel Block, znany amerykański psycholog napisał całą książkę o tym, że poświęcając 15 minut dziennie na uważną i pełną miłości rozmowę z drugim człowiekiem, można rozwijać trwałą więź.

Relacja to nie eventy. Relacja to nie zrywy. Relacja to wierność.

Jeśli do tej pory nie modliłeś się codziennie z Pismem Świętym – zacznij od 10 minut każdego dnia.  Możesz zagłębić się w czytania mszalne z dnia albo wybrać sobie np. Księgę Hioba.

10 minut. Nie więcej, ale wiernie. Choćby nie wiem co się działo. Choćbyś był nie wiem jak zmęczony.

10 minut, nie więcej. Niech Ci to najpierw wejdzie w krew. Jeśli zaczniesz od 20-30 minut, zniechęcisz się całkowicie przy pierwszych oschłościach.

Jeśli modlisz się już codziennie z Biblią – dodaj te dziesięć minut do czasu, który spędzasz z Bogiem.

Możesz opowiadać sobie fragment, który przeczytałeś, tak jak w dojrzałej relacji kiedy druga osoba parafrazuje to, co usłyszała, żeby się upewnić, że dobrze zrozumiała.

Znasz języki?  Przeczytaj te same fragmenty nie tylko po polsku.

Powiedz Bogu co Cię porusza, a czego nie rozumiesz.

Tak powstaje więź.

Doświadczenie miłosierdzia jest możliwe tylko w kontakcie „twarzą w twarz” z Ukrzyżowanym. (…) Chodzi o dialog serca z sercem, przyjaciela z przyjacielem. Właśnie dlatego w okresie Wielkiego Postu tak ważna jest modlitwa. Jest ona nie tyle obowiązkiem, ile wyraża potrzebę odpowiadania na miłość Boga, która nas zawsze uprzedza i wspiera (…) Modlitwa (…) drąży nasze wnętrze doprowadzając do rozkruszenia zatwardziałości naszego serca, aby je coraz bardziej nawracać ku Niemu. Orędzie Papieża Franciszka na Wielki Post 2022.

8. Odklej się od siebie

Jałmużna też ma boleć.

Podobnie jest z ubraniami. Łatwiej oddać stare, przetarte niż te najlepsze, ulubione.

Bóg oddał nam Swojego Syna – to, co miał najlepszego.

My też jesteśmy do tego zdolni.

Wielki Post nie jest treningiem SAMOrozwoju

Potępiony bogacz z ewangelicznej przypowieści nie zrobił nic złego. Żył na swój sposób spełnionym życiem. On po prostu nie zauważył biednego Łazarza leżącego u jego bram.(por. Łk 16,19-31).

On po prostu się nie rozejrzał.

W życiu [bogacza] nie było miejsca dla Boga, bo jego jedynym bogiem był on sam (…) Choć dla bogacza [Łazarz] jest jakby niewidoczny, to dla nas staje się znany i niemal bliski, staje się (…) darem, bezcennym bogactwem, istotą chcianą, kochaną, zapamiętaną przez Boga” Orędzie Papieża Franciszka na Wielki Post 2017

Masz jeszcze miejsce na swojej kartce papieru?

Zrób dwie listy: Wypisz najważniejsze dla Ciebie osoby, a następnie ludzi, w pracy, w domu, w szkole czy w sklepie, którzy otaczają cię na co dzień.

Gotowe?

Czy przyłapałeś się na tym, że nie znasz wszystkich imion osób z drugiej listy?

Może trzeba to nadrobić. Oni wszyscy mają na imię Łazarz.

Zainteresuj się nimi. Czy sąsiadce ma kto zrobić zakupy? Czy koleżanka, samotna matka daje sobie radę z dziećmi? Czy ekspedientka w sklepie nie chodzi smutna?

Wiem, możesz nie mieć odwagi i siły na to wszystko. Ja nie zawsze mam.

Ale ciepłym “Dzień dobry” i uśmiechem z głębi duszy zrobisz cuda. 

9. Inwestuj w ilość, nie w jakość

Miarą sukcesu Wielkiego Postu nie jest ilość pobożnych praktyk, jakie zdołasz podjąć przez 40 dni.

Jakość, jakość i jeszcze raz jakość.

Może zamiast pobiec rano na mszę, a stamtąd sprintem do pracy czy szkoły, pójdź wieczorem lub innego dnia na Eucharystię lub drogę krzyżową. Przyjdź 15-20 minut wcześniej. Wycisz się.  Zgłoś się do niesienia krzyża albo świec. Bądź tam cały. Jezus zbawił Cię całym sobą i pragnie całego Ciebie.


10. Nie przestrasz się pokusy i upadku

Miarą sukcesu Wielkiego Postu nie jest także liczba popełnianych grzechów.

Pokora, pokora i jeszcze raz pokora.

Upadłeś, znowu upadłeś. Czy te postanowienia mają sens?

Mają. Skoro upadłeś, to nie grozi ci pycha, i myślenie, że oto o własnych siłach osiągasz duchowe wyżyny.(por. 2 Kor 12,7).

Miłość jest wysiłkiem i wytrwałością.

Wysiłek: Opieram się pokusie minuta za minutą, błagając w swojej słabości wszystkich świętych, by przyszli z pomocą (por. Hbr 12, 4)

Wytrwałość: Nawet jeśli upadnę a więc zawiodę ukochaną osobę, to nie zniechęcam się i cały czas chcę do niej wracać i doskonalić swoją miłość. Przecież ona mnie przyjmie i przytuli.

Pokusy przyjdą. Bądź gotowy. Szatan bardzo nie lubi, kiedy pościmy.

Na początku postu możemy się czuć rozdrażnieni.

To boli nasz egoizm, którego właśnie przestaliśmy karmić.

Post podjęty z miłości niesamowicie zjednoczy Cię z Bogiem.

A może przy okazji zyska Twoje zdrowie. Ale to tylko drobiazg.

 

Podsumujmy:

Daj sobie czas na przemyślenie postanowień. Wsłuchaj się w Słowo Boże. Wypisz na kartce możliwe wyrzeczenia. Wybierz jedno lub dwa – które naprawdę odczujesz. Uświadom sobie dlaczego podejmujesz post.

Pokutuj za grzechy swoje i cudze. Stwórz przestrzeń ciszy.

Módl się regularnie Słowem Bożym. Skup się na ludziach wokół siebie.

Przeżywaj nabożeństwa wielkopostne głęboko, a nie hurtowo

Nie daj się zmęczyć upadkami na swojej własnej drodze krzyżowej

Wielki Post jest trochę jak ciąża. O pewne rzeczy musisz szczególnie zadbać, a od innych się powstrzymywać – a wszystko z miłości do ukochanej Osoby, która mieszka w Tobie!

 


wtorek, 16 listopada 2021

Carlo Acutis misjonarz

« Proszę Pani, Pani syn to szczególny chłopak ». Antonia Acutis, mama Carlo, słyszała to zdanie niezliczoną ilość razy. Ale dlaczego « szczególny » ? Czyżby Carlo miał jakąś cechę własną, coś specyficznego, co odróżniało go od innych ? Nie, tajemnica Carlo ma imię: nazywa się Jezus. Od dnia I Komunii Jezus staje się jego Przyjacielem przez duże P. Ostatecznie i na zawsze. Carlo, jako pasjonat nowych technologii, jest jednym z pierwszych, którzy w pierwszych latach XXI wieku używają Internetu do głoszenia Ewangelii. Carlo to geek Jezusa, cyber-apostoł, którego papież Franciszek chce dać młodzieży jako wzór do naśladowania. Odszedłszy w wieku 15 lat w wyniku ostrej białaczki, Carlo Acutis, ten bardzo szczególny chłopak, został beatyfikowany w Asyżu 10 października 2020.


niedziela, 12 września 2021

PRYMAS TYSIĄCLECIA WYNIESIONY NA OŁTARZE

Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński zostanie wyniesiony

na ołtarze 12 września 2021 r.

Stefan Wyszyński przyszedł na świat 3 sierpnia 1901 roku we wsi

Zuzela (diecezja łomżyńska). Uczył się w szkole podstawowej w Andrzejewie, następnie w warszawskim gimnazjum oraz Prywatnej Siedmioklasowej Szkole Handlowej Męskiej w Łomży. W latach 1917-1920 uczęszczał do włocławskiego liceum im. Piusa X, które było Niższym Seminarium Duchownym. Następnie wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku, po którego ukończeniu otrzymał święcenia kapłańskie w dniu 3 sierpnia 1924 roku. Po czterech latach studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim uzyskał doktorat z nauk społecznych i prawa kanonicznego. Podczas II Wojny światowej apostołował w ukryciu w różnych stronach Polski, m.in. potajemnie głosząc rekolekcje i dni skupienia dla różnych środowisk. Dnia 4 marca 1946 roku został mianowany przez papieża Piusa XIII ordynariuszem lubelskim. Sakrę biskupią z rąk kard. Augusta Hlonda przyjął 12 maja 1946 roku na Jasnej Górze. Na swoje hasło biskupie wybrał słowa: Soli Deo (Bogu samemu). Dnia 16 listopada 1948 roku został mianowany metropolitą gnieźnieńsko-warszawskim i Prymasem Polski. Posługę prymasowską rozpoczął w niezmiernie ciężkich warunkach nie tylko ze względu na skutki zniszczeń wojennych, ale również na ateistyczny system totalitarny. Papież Pius XII powołał go do kolegium kardynalskiego na konsystorzu w dniu 12 stycznia 1953 roku, ale władze państwowe nie zezwoliły mu wówczas na wyjazd do Rzymu. Został aresztowany 26 września 1953 roku i ponad trzy lata spędził w różnych miejscach odosobnienia. Po wyjściu na wolność z nowym zapałem podjął prymasowską służbę, m.in. przygotowując Kościół i naród do obchodów tysiąclecia chrztu Polski. Z ważniejszych wydarzeń związanych z jego prymasostwem warto wspomnieć o udziale we wszystkich sesjach Soboru Watykańskiego II, akcie całkowitego oddania narodu w macierzyńską niewolę Bogurodzicy za wolność Kościoła w Polsce i na świecie (3 maja 1966), akcie oddania ludzkości Matce Kościoła w imię milenijnych zobowiązań narodu (5 września 1971), beatyfikacji ojca Maksymiliana Kolbego w 1971 roku, pierwszą pielgrzymkę Ojca Świętego Jana Pawła II do Ojczyzny, niezłomne stawanie w obronie praw człowieka podczas konfliktów społecznych w kraju. Zmarł 28 maja 1981 roku w Warszawie.  Zapisał się w pamięci potomnych jako Prymas Tysiąclecia, niedościgniony czciciel Maryi, ojciec narodu, wybitny mąż stanu o wielkim autorytecie moralnym.


poniedziałek, 4 stycznia 2021

Szukałam miłości w objęciach chłopców...

Chciałabym się podzielić z Wami świadectwem o moim życiu, o tematyce, która tutaj często występuje. Pochodzę z domu ateistycznego, jednak moja mama pochodząca z górskiej wsi sądziła, że należy z dziećmi chodzić do kościoła, nawet jeśli samemu się nie wierzy... (aby ludzie nie gadali). Moje rodzeństwo przejęło "chłód" w wierze,  jednak "na nieszczęście" ziarnko wiary zasiane we mnie, zaczęło się rozwijać już we wczesnym dzieciństwie. Moje życie to totalna sinusoida wiary, od bycia wręcz fanatyczną po niewierzącą czy wątpiącą.

W naszym domu nie było Boga, nie było miłości i szacunku, był za to alkohol, żal i pieniądze. W wieku 16 lat wyprowadziłam się z domu, nie mogąc znieść toksycznej sytuacji rodzinnej, za to pragnąc znaleźć prawdziwą miłość. Szukałam jej w objęciach chłopców, jednak tam jej nie znajdowałam. Na szczęście anioł stróż uchronił mnie przed poważniejszymi związkami, które mogłyby się skończyć w łóżku.

Po bardzo przykrych doświadczeniach w moim życiu trafiłam na mojego kolegę, który z dnia na dzień coraz bardziej stawał mi się bliski. Nasze przyciąganie się trwało rok. W tym czasie modliłam się na kolanach codziennie, abyśmy zostali parą. Była to modlitwa gorliwa i desperacka, stało się. Po roku zostaliśmy parą!

Chciałam żyć w czystości z moim chłopakiem, jednak nie umiałam się zebrać na odwagę, żeby mu to oznajmić. Bałam się odrzucenia i obśmiania. I tak zwlekając, zaczęłam sama siebie przekonywać, że przecież seks przed ślubem to nic złego. Zaczęłam się śmiać z wartości, które sama przed chwilą wyznawałam.

Ja oddalałam się coraz bardziej od Boga, a szatan przysuwał się do mojej duszy coraz bliżej. Stało się - współżyliśmy ze sobą. Mój chłopak jest wierzący, jednak cały czas mnie przekonywał, że jego zdaniem to nie grzech. I tak trwaliśmy sobie w tym naszym świecie iluzji. Czułam się nieswojo, kiedy razem udawaliśmy się na mszę. 

Z czasem moje sumienie zaczęło się budzić. Próbowałam zaniechać współżycia np. podczas Wielkiego Postu, jednak chłopakowi w żaden sposób na tym nie zależało. Chciał mnie złamać.

Poszliśmy po długim czasie do spowiedzi (ostatni raz byłam 2 lata wcześniej) i coś we mnie pękło. Płakałam i modliłam się o przebaczenie. Myślałam, że i mój wybranek będzie miał takie same odczucia, jednak bardzo się pomyliłam. On cały czas naciskał żebyśmy razem zamieszkali, a ja poprosiłam o uszanowanie mojej decyzji o zaniechaniu współżycia.

Wcześniej cały czas pytałam go o ślub, o deklarację, o to, kiedy weźmie za mnie prawdziwą, męską odpowiedzialność. Twierdził, że nie ma wystarczających środków na to, więc ja stwierdziłam, że nie mam wystarczających pokładów psychicznych i emocjonalnych, aby to wszystko znosić.

Teraz przechodzimy w naszym związku "załamanie" - on mnie szantażuje o seks, ja według niego go szantażuje o ślub (choć tak nie jest).

Niestety zdałam sobie sprawę, że cokolwiek chłopak by mówił, jakich pięknych słów używał, to jego priorytety pokazują jego czyny. Chodzi obrażony na mnie. Mówi, że wszystko między nami się zepsuło (przez brak współżycia). Cały czas mi dogryza. Dostałam nawet nową ksywę - "katechetka". Bardzo mnie to wszystko rani, boli i pokazuje, że w takich sytuacjach ujawniają się nasze prawdziwe, głęboko skrywane skłonności.

Teraz sama nie wiem, czy zdecydowałabym się na ślub z kimś, dla kogo najważniejszym aspektem w związku jest seks. Nie miłość, nie wspólna duchowość. A wszystko wydawało się takie piękne.

Mam apel do mężczyzn. Błagam, patrzcie na nas szerzej, bądźcie bardziej empatyczni, szanujcie nas - kobiety - i wymagajcie od siebie!

My kobiety, jesteśmy często bardziej wrażliwe niż delikatne płatki kwiatków. Chrońcie nasze emocje, nasze serca i pokazujcie swoją męskość w byciu naszymi opiekunami, a nie oprawcami naszych serc.

Teraz zostawiam wszystko w rękach Bożych i Ufam Panu, że wyciągnie nas z tego emocjonalnego błota.